Dzieckiem być




Kiedy kończy się dzieciństwo? Fejsbuk, Internet, naukowcy. Wszyscy prześcigają się w udzieleniu jak najbardziej precyzyjnej odpowiedzi na to pytanie. Ostatnio przeczytałam, że młodość kończy się wraz z przekroczeniem magicznej 40. Teoretycznie jestem już więc w połowie, mam przełom, mam jubileusz. Teraz będzie z górki. Ten tekst potraktujcie więc z przymrużeniem oka - mam kryzys wieku średniego. 

Czym tak naprawdę jest dorosłość? Kolejną zmarszczką na czole? Obwisłą szyją? Siwymi włosami? A może umiejętnością brania odpowiedzialności za swoje czyny? Podejmowaniem rozsądnych decyzji? A może po prostu pozbawieniem się złudzeń i wstąpieniem w szeregi szarej bezpłciowej masy?

Otwieram szafę i przez jakiś czas mam nadzieję, że ujrzę tam drzwi do Narnii, gdzie Biała Czarownica poczęstuje mnie zaczarowanym Ptasim Mleczkiem, albo chociaż, że wyskoczy ze środka James Sullivan i mnie przestraszy. Czekam z utęsknieniem na 1 września i moją sowę z Hogwartu. Myślę, że lubiłabym eliksiry. Mogłabym uwarzyć wieczną młodość i wypuścić na świat opary z dziecięcej radości. Na zielarstwie wyhodowałabym najpiękniejszy kwiat na świecie. Jeszcze nie wiem jak by wyglądał. Wiem tylko, że byłby najpiękniejszy, w kolorze głębi oceanu. Liczę uparcie na to, że w końcu któreś wejście do wanny poskutkuje wyrośnięciem magicznego syreniego ogona. I że wreszcie będę mogła nauczyć się pływać. Może zaprzyjaźnię się z Krakenem z Zaginionego Lądu - Atlantydy. Kazałabym mu zgnieść dorosłą szarą masę, a w jej miejsce pojawiłyby się moje piękne oceanicznoniebieskie kwiaty i mieszkałyby w nich wróżki o różowych skrzydłach. Może byłabym księżniczką jak Anna Luiza albo umiała malować jak Roszpunka albo tańczyć. Może miałabym jedenaście całkiem fajnych sióstr i razem odkryłybyśmy przejście do magicznej Krainy Tańca. A może odczarowałabym Bestię. Razem z Gandalfem wyruszyłabym na spotkanie przygody, nawet gdyby miała ona wieść do Mordoru, do Góry Przeznaczenia. Jack Sparrow opłynąłby ze mną morze, w końcu byłabym najlepszym kapitanem. Po mutagenach byłabym też całkiem niezłą wiedźminką i Geralt by mnie lubił. Batman może się schować, zawsze wolałam złoczyńców - kolorową Harley Quinn, pociągającą Poison Ivy.

Jestem więc smutna. I dziwna. Ale przede wszystkim smutna, bo chyba odkryłam na czym opiera się dorosłość. To wcale nie są oznaki starzenia się. To wcale nie jest rozsądne postępowanie. Dorosłość to całkowita obojętność. Pieprzymy się przez 15 minut ze stoperem, minimalnym orgazmem i wewnętrzną pustką, którą potem zapijamy pierwszorzędną whisky. Na miotłach latamy tylko po trawce, śmiejemy się z komedii romantycznych i piętnujemy miłość od pierwszego wejrzenia. Obojętniejemy. Znów nie starcza nam na rachunki, w pracy musimy wziąć nadgodziny, kończy się żółty ser, podręczniki do szkół są drogie, a politycy to banda skurwiałych złodziei. Idziemy do przodu odhaczając kolejne dni. Oczy mamy szeroko otwarte, przekrwione z niewyspania. Mijamy setki ludzi na ulicy, są posobni do nas. Może już nigdy ich nie spotkamy, a co to za różnica?

Od najmłodszych lat uczymy dzieci jak być dorosłym, wpajając im setki zasad, zakazów i nakazów. Nie biegaj w kółko, nie śmiej się tak głośno, nikt nie pytał Cię o zdanie. Dlaczego do cholery dzieci nie mogą biegać w kółko tylko dlatego, że mamusia z Panią Kowalską siedzą? Dlaczego nie mogą okazywać na głos swojej radości? Dlaczego nie mogą powiedzieć Pani Kowalskiej, że te ciuchy są okropne i w trwałej za 4 stówy wygląda jak czarownica? Ich mamusia przecież też tak uważa. Ale lepiej jest obgadać Panią Kowalską z Panią Nowak, niż powiedzieć to Kowalskiej w twarz. 

Dorosłość jest wtedy, gdy bardziej od "tu i teraz" obchodzi nas "potem". Dorosłość jest wtedy, gdy przestajemy wierzyć w syrenki, szukać Narnii. Gdy nie czekamy na list z Hogwartu. Gdy jedyną rzeczą jaką poczujemy to zniechęcenie. Dorosłość jest wtedy, gdy przestajemy żyć. 

Nie chcę dorastać. Schowajmy się w Nibylandii. 


Komentarze

Popularne posty