Potwory spod łóżka...
...czyli o tym, jak moje studia łączą się z kryminałem. Taki enigmatyczny kierunek, jakim jest filologia polska z logopedią. Wśród mas zadufanych w sobie idiotów i opłaconych doktorów, nieśmiało wyróżnia się postać, rzekłabym - alma mater - tego kierunku. Neurologopedy. Miała pomysł i dążyła do zrealizowania go. Nie mnie oceniać, czy zrobiła słusznie. Kierunek w zasadzie jest niezły. Dziecięce zaburzenia typu: autyzm, FAS, ADHD i tym podobne miałam więc opanowane. Ograniczyło to zatem ilość wstukiwanych w google haseł. Fabuła przedstawia się... nieźle. Naprawdę nieźle. W czasach, kiedy za jedyne książki, które mogłam przeczytać dla rozrywki uznawano "Sól ziemi" bądź "Nad Niemnem", kryminał z całkiem nieźle zarysowana fabułą był wręcz zbawienny. Nie narzekałam. Mamy zatem wielopokoleniowe rodziny. Obie równie martwe. Jedyne co ich łączy to to, że ich dzieci były swego czasu leczone w dziecięcej klinice psychiatrycznej. W owej klinice spotykamy Danie...