Posty

Czego się boimy?

Rozwiązywałam ostatnio quiz na Youtube, który rzekomo miał mi zwizualizować i uświadomić moje prawdziwe, głęboko zakorzenione lęki. Wynik zaskoczył mnie tylko w połowie, bo chociaż odpowiadałam na pytania całkiem szczerze, daję sobie margines błędu na pewne "zależy od".  Podobno boję się klęsk żywiołowych. Boję się huraganów, tsunami i trzęsień ziemi. Gdyby przepuścić wynik przez katalizator zawierający "zależy od", być może by się zmienił. Być może okazałoby się, że moją fobią wcale nie jest szalejący żywioł, wobec którego nie mogę nic. Może okazałoby się, że jedyne czego się boję, to czasu. Czasu, którego upływ z roku na rok odczuwam coraz dotkliwiej. Czy kiedyś też tak szybko przeciekał mi przez palce? Czy też moje palce z wiekiem zrobiły się bardziej niezgrabne, nieporadne i nieumiejące niczego utrzymać już na zawsze?  Już nie czekam z niecierpliwością na Gwiazdkę, nie odliczam dni do weekendu, do wakacji, do końca miesiąca, do końca życia. Kiedy dzień ...

Każdy ma prawo być nieszczęśliwy

Miałam ostatnio ciekawą rozmowę ze swoją ciocią, trochę już starszą kobietą. Choć w zasadzie nie była to typowa rozmowa, a bardziej pijackie dociekania - kajam się. Siedząc na stołku w domu dziadka z kolejnym kieliszkiem wina w dłoni i czując jak z przepełnionej doniczki wycieka na mnie ciurkiem woda, stwierdziłam, pół żartem, pół serio, że życie na mnie leje. Na co uzyskałam bardzo wiele wyjaśniającą odpowiedź, że przecież jestem taka fajna, to co ja. No właśnie co ja? Mam wszystko: rodzinę, dach nad głową, jedzenie, wakacje... Umówmy się - nigdy mi niczego nie brakowało, miałam w cholerę i jeszcze trochę zabawek, gier, pluszaków, ubranek i słodyczy. Mam taką sytuację finansową, że jak przetrę spodnie w kroku to idę do sklepu, mówię "to te" i mam, ale gdybym chciała prywatną wyspę, odrzutowiec i statek to już zaczęłyby się schody i byłby problem. Norma i stabilność.  Technicznie świat idzie do przodu: komputery, smartfony, fejsbuki, instagramy, książki do rozwoju wszyst...

Dzień dobry latem

Piękną jesień mamy tego lata.  Nie, żebym przepadała za latem, ale uważam, że jako taki porządek, tak w świecie jak i w atmosferze, jest raczej wskazany. Więc lato powinno się odznaczać raczej słońcem, które pali, temperaturą sięgającą w cieniu 30 stopni i litrami potu, o. 19 stopni, burze i deszcze zostawmy sobie na październik i listopad; wtedy są one jak najbardziej wskazane, bo po upalnym lecie przynoszą ulgę. Mnie natomiast przynoszą mnie. Dużo melancholii, nostalgii i ogółem całej tej otoczki, w której mogę być sobą. Herbata z cytryną i miodem, ogień w kominku, grube swetry i koc kojarzą mi się z moją ukochaną jesienią, nie z lipcem czy sierpniem. I bynajmniej nie o pogodę tak naprawdę tu chodzi, ale o emocje. Jesienią smutek jest zrozumiały i powszechny. Dużo osób twierdzi, że ma chandrę, może i ma, nie wiem. Nikomu chandry nie życzę, ale jeśli każdy ma chandrę i depresję, to łatwiej wtapiam się w tłum. Jesień jest moją porą, podczas której oglądam netflixowe seriale, p...

Faza syrenkowa

Obraz
Przedwczoraj, kiedy przeglądałam Facebooka natknęłam się na podsumowanie najpopularniejszych seriali na Netflixie, już nie pamiętam gdzie i u kogo. Na jednym z pierwszych miejsc dumnie plasował się serial syrenkowy - "Siren". Moja faza na syrenki dalej trwa, właściwie odkąd pierwszy raz obejrzałam Arielkę, od tamtego czasu uderza mnie ona raz bardziej raz mniej, jak dodamy do tego zapierające dech w piersiach ujęcia bezgranicznego oceanu, kiedy mogę sobie wyobrażać, że kamera zaraz mnie puści i tam wpadnę - to koniec. Jak chcecie się mnie pozbyć, to już wiecie co robić. "Siren" zaczyna się nieźle i... to tyle. Jako, że nie lubię mieć niedokończonych rzeczy ( wyjątkiem są Pokemony, których nie obejrzę na raz w całości... ) to wytrwałam do końca, choć czy "wytrwałam" jest dobrym słowem?  Na samym początku dostajemy kuter rybacki, na który jest właśnie wciągany połów. Rybacy odkrywają, że oprócz standardowych okazów morskiej fauny złapali też coś...

Gdybym miała Fanpejdża...

http://bibliotekawspomnien.blogspot.com/2017/03/ide-w-pizdu.html Dziś znów przypomniałabym ten post. Dziś znów historia się powtarza, dziś znów nie wiem co ze sobą zrobić. Znów nie umiem w życie.  W przyszłym tygodniu mam pogrzeb kogoś z najbliższej rodziny. Nie potrafię jeszcze o tym pisać, a wszystko inne wydaje się zbyt błahe i zbyt pozbawione sensu. Zatem znikam na jakiś czas, wychylę się, jak już minie najgorsze. Ale Wy używajcie Biblioteki jak chcecie, będzie mi niezmiernie miło jeśli po wszystkim Wy dalej tu będziecie.  Ściskam, A.

#DzieńDzisiejszy

#DzieńDzisiejszy - idealne odwzorowanie tego o czym myślę, co czuję i co robię. Koleżanka jakiś czas temu zapytała mnie co o tym sądzę. Nie wiedziałam co sądzę, ale dla mnie brzmi to jak pleonazm, choć pleonazmem nie jest i słownik języka polskiego uważa, że nie jest nawet błędem. Pleonazmy są tak głupie, że aż głupio je wymawiać tak naprawdę. Aż mnie dziw filologiczny zbiera, że ludzi nie cofa po w każdym bądź razie, w pewnym okresie czasu. Myślę o maśle maślanym. Masło o smaku masła jest spoko, czasem jak mnie stać to kupuję. Producenci starają się za wszelką cenę przekonać mnie, że ich masło maślane jest bardziej maślane niż inne masło i bardziej jak masło smakuje. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nie lubi masła o smaku masła.  Dziś przychodzę do Was, żeby się podzielić czymś miłym, fajnym i trafnym jak cholera.  Przyzwyczajam się do rzeczy, na które nie miałam pozwolić. Do braku szacunku dla zdrowia. Do kłamstw i zamachów. Do twoich pretensji o to, ki...

Przesądny człowiek

Przesądny człowiek ze mnie.  Długo nic nie pisałam. Olśnię Was - ostatni post o "Pierwszym śniegu" był moim wypracowaniem semestralnym. Wstawiłam je, żeby wstawić cokolwiek, bo nie chciałam nic pisać. Za bardzo przypominałoby mi to poprzedni rok. Wtedy też była wiosna i też coś napisałam. Trochę się poużalałam nad sobą, wcześniej zrobiłam tatuaż, a potem Ty umarłaś. Więc w tym roku nic nie pisałam przez całą wiosnę, bo tatuaże zrobiłam sobie dwa.  Czasem wydaje mi się, że znalazłam w tym świetną alternatywę dla robienia sobie krzywdy. Mój masochistyczny psychopata jest zaspokojony, a ja nie mam żadnych brzydkich blizn, tylko ładne malunki. Słodkie malunki, za którymi chowam nadgnitą osobowość. Niech ludzie mnie nie znają.  Teraźniejsze dni są raczej dobre. Dla ludzi i dla mnie. Świeci ładne słońce, na Fejsbukach lukier leje się litrami i wszyscy prześcigają się w przekonywaniu innych i samych siebie, że są stuprocentowymi optymistami a ich życie to pasmo sukc...