Kiedy przestajemy czuć się bezwartościowi?

Pierwotnie tytuł tego posta miał brzmieć inaczej. Było coś o nudzie i o przemianie wewnętrznej, ale uznałam, że jest on stanowczo zbyt długi i niezapadający w pamięć dlatego postanowiłam wymyślić coś krótszego. Tak oto powstało odwieczne pytanie, które zadaje sobie jakieś 95% populacji, jak mniemam. Jest ono tylko inaczej sformułowane. 

Jeszcze jakieś dwa lata temu, uporczywie trzymałam się myśli, że jestem brzydka. Czułam się wtedy naprawdę fatalnie, a na widok sfotografowanej siebie chciało mi się wyć. Nie zazdroszczę osobom, które mnie w tamtych chwilach otaczały, albowiem było ze mną kiepsko, naprawdę i jedyna rzecz, która mnie wtedy interesowała to domniemane mankamenty własnej urody. 

Gdzieś w odmętach internetu przeczytałam, że najlepszym lekarstwem na kompleksy kobiety jest dobrze dobrany mężczyzna – ma on za zadanie eliminować poszczególne wymysły naszej chorej na głowę podświadomości odpowiednimi komplementami i przysłowiowym wchodzeniem w dupsko. Czy ja się z tym zgadzam? Oczywiście, że nie! A) Mężczyzna nie jest garniturem, żeby go sobie dobierać; b) podświadomość jest suką, mężczyźni kłamią, a my ciągle jesteśmy brzydkie. 

Jedną z najbardziej zbawiennych i pozytywnych sił w moim życiu jest za to kosmiczna energia znudzenia. To ona motywuje mnie do najlepszych zmian. Kiedy znudziło mi się bycie w toksyczno-niesatysfakcjonującym związku, rzuciłam chłopaka i zaczęłam wieść o wiele szczęśliwsze i swobodniejsze życie singla, w którym po atakach paniki nie ma nawet śladu. W moim pokoju leżą porozrzucane skarpetki, a kanapka z serkiem topionym i keczupem jedzona w łóżku jest najlepszym śniadaniem na świecie. Kiedy znudziło mi się rozważanie "za" i "przeciw", za każdym razem, gdy chciałam zabrać głos w grupie większej niż 2 osoby, nie składającej się tylko i wyłącznie z moich dobrych znajomych, przestałam to rozważać. Nie mam pojęcia ilu znajomych znajomych, których imion dziś już nie pamiętam, uważa mnie za idiotkę, bo mój śmiech przypomina osłowe "ioo" połączone od czasu do czasu ze świnowym "chrum, chrum", a w wyborach prezydenckich głosowałam na Bronka, bo jestem zatwardziałą deistką. Kiedy znudziło mi się niezadowolenie z bloga, zmieniłam tematykę, szablon i przestałam odświeżać stronę po kilka razy dziennie, aby czasem nie przegapić tego jednego, długo wyczekiwanego komentarza. O, a wejść mam już ponad 50! Rozumiesz zasadę. 

I tak dochodzimy do punktu kulminacyjnego, do wiekopomnej chwili – znudziło mi się zamartwianie się, że dzisiaj ważę kilogram mniej lub więcej niż tydzień temu. Czy mój nos nie jest przypadkiem zbyt zadarty i czy moje uda z mnóstwem cellulitu wylewają się ze spodenek trochę bardziej niż bardzo wczoraj. Wolę grać na gitarze, na której wcale grać nie umiem, słuchać Bathorego, oglądać "Shreka", pisać dla Was teksty, rozmawiać o archeologii, o której tak naprawdę nie mam zielonego pojęcia, malować na nowo zapuszczone paznokcie, które obgryzłam miesiąc temu będąc w wielkim stresie. Psiakrew! Nawet sprzątać wolę. Naprawdę. Chociaż nie, od sprzątania własnego pokoju dalej wolę roztrząsanie własnych kompleksów. 

Czasem patrząc w lustro stwierdzam, że wyglądam jak milion dolców zapakowanych w skórzaną walizkę, prosto od LOTTO. Czasem jak jeden zmięty dolar, do którego w kieszeni przykleiła Ci się substancja bliżej niezidentyfikowana. Zaakceptowanie tego faktu jest niemalże tak ważne i przełomowe jak nauczenie się na pamięć tabliczki mnożenia. To się wydaje takie proste – każdy każdemu powtarza, że kompleksy są bez sensu nierzadko nie zdając sobie sprawy, że sam tkwi w nich po uszy. Wczoraj w nocy siedziałam zapłakana na łóżku i powtarzałam sobie, że do niczego się nie nadaję, moje włosy są cienkie, brzuch odstający, a i inteligencją nie grzeszę. Do pierwszej w sumie wymieniałam smsy z koleżanką, których treść prezentowała się mniej więcej tak: mam takie grube nogi/no co ty, ja mam grubsze!/spójrz na moje włosy, wcale się nie układają/jestem gruba, nikt mnie nie zechce/przynajmniej robisz coś w życiu, spełniasz marzenia/zabijmy się obie skacząc z ósmego piętra. Czy skoczyłam? Jak widać nie. Jestem cała i zdrowa, tylko trochę boli mnie głowa i mam ochotę dać sobie twarz za noc przepłakaną z powodu, teraz by się zdawało, byle jakiego. Mój brzuch nie jest superpłaski i źle komponuje się w zestawieniu z obcisłą bluzką, na którą może sobie pozwolić Anja Rubik. No i co? No i nie noszę obcisłej bluzki Anji Rubik. Robię za to ABS. Moje włosy są cienkie i matowe po kilku latach farbowania. No i co? No i przestałam je farbować. Zamiast tego zainwestowałam w lepszy szampon i odżywkę. Zamiast porównywać się do osób, w naszym mniemaniu od nas lepszych (zawsze!), skupmy się na tym co mamy w sobie dobrego. Wczoraj tak zrobiłam i wiecie co? Stwierdziłam, że mam całkiem ładne oczy, że po wielu przysiadach w końcu uniosły mi się pośladki, a mój śmiech w istocie jest zajebisty, bo przecież potrafi rozśmieszyć najbardziej zatwardziałych fanów pokerfejsu. 

Nie będę wciskać Wam kitów, że najważniejsze jest to, co niewidoczne dla oczu. Że bezkarnie należy się opychać czekoladą, nie ćwiczyć, nie leczyć trądziku. Ale gdy pomyślę ile wakacji zepsułam sobie i innym płacząc, że w bokserce z osiołkiem wyglądam jak baleron wciśnięty w siatkę, a moje uda w krótkich szortach przypominają trzęsącą się galaretę po raz kolejny tego dnia mam ochotę się uderzyć. O coś. Głową. Bardzo mocno. No znudziła mi sie ta malkontentka. Nie chcę się już z nią zadawać.

Jestem Agi oklapniętym włosem, jestem Agi pryszczem na nosie i krzywym zębem. Staję przed lustrem i niespecjalnie mnie to obchodzi. Na świecie minęłam sie już z mnóstwem innych krzywych zębów, zadartych nosów, grubych tyłków. Nie wszyscy byli lepsi ode mnie. Ale nikt się tym nie przejmował. Tylko internet serwuje nam idealistyczne piękno. Internet i mój kot. Ale on od początku był nieskończenie piękny i słodki. W przyszłym wcieleniu pragnę być kotem, mru!


Komentarze

  1. Też czasami miewam takie ''stany depresyjne'', w których widzę siebie i cały świat w czarnych barwach. Ale całe szczęście to tylko przejściowe epizody. Niemniej jednak masz rację, internet serwuje nam idealistyczne piękno, przez co wiele osób popada w większe kompleksy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem jedynaczką i mało czasu spędzałam z innymi dziećmi, potem byłam jeszcze w szpitalu, więc długo nie zetknęłam się z obowiązującym kanonem urody, a kiedy już pojawiły się pierwsze docinki, pierwsze informacje, że mam świńskie oczka, cienkie włosy i wiecznie tłustą grzywkę, trądzik i zbyt bladą twarz, uciekałam w książki. :) Najtrudniej było się pogodzić z utratą włosów, zawsze mi się wydawało, że ujawniają one wszystkie moje problemy. Z tego też najczęściej się wyśmiewano.
    "przestałam odświeżać stronę po kilka razy dziennie" - Ja zawsze tak robię i zawsze się boję, że ktoś napisze mi coś naprawdę niemiłego albo zapyta o coś, a ja nie będę umiała dopowiedzieć. Jeśli coś jest dla mnie ważne, bardzo się tym stresuję.
    "To się wydaje takie proste" - No właśnie. Ilekroć próbuję komuś pomóc w walce z kompleksami, wściekam się na siebie, że w rzeczywistości nic/niewiele mogę zrobić. Że moje słowa są banalne. Że samej sobie nie zawsze umiem pomóc.
    "Mój brzuch nie jest superpłaski i źle komponuje się w zestawieniu z obcisłą bluzką, na którą może sobie pozwolić Anja Rubik." - Pozwolę sobie zaprotestować przeciwko słowom "można sobie pozwolić": mój jest wypukły i dobrze się czuję w obcisłych sukienkach. ;) Z ubraniami jest tak jak z książkami - nie ma takich, których nie powinno się wybierać (lub na odwrót: powinno). ;)
    Uściski!

    PS U siebie w komentarzu podlinkowałam artykuł, który dla ciebie znalazłam, myślę, że ci się spodoba. ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Zostaw po sobie ślad Czytelniku. Wielką przyjemność sprawia mi czytanie komentarzy i odpisywanie na każdy z nich. Chętnie też poznam nowych ludzi lub podyskutuję. Więc nie krępuj się! Liczę na coś więcej, niż tylko proste "Przeczytam/Nie przeczytam."!

Uwaga! Jeżeli dodajesz komentarz mający na celu promocję Twojego bloga, zostanie on usunięty. Nie będę robić za tablicę ogłoszeniową. (:

Popularne posty